IMG_1726 copy

As-salamu alaykum, Jesus! – jedziemy do Ghany!

Autobus do Akry miał odjechać o dziewiątej. Przed dziesiątą pytamy się Aboubacar o której odjeżdżamy – tu jest Afryka, tu nigdy nic nie wiadomo – odpowiada. To zdanie będzie nas prześladowało przez cały wyjazd. Jeszcze o tym nie wiemy.

Niedługo później autobus się zapełnia, ludzie zasiadają wolne miejsca.

Do luków bagażowych burkińczycy ładują worki z ryżem, fasolą, krzewy, trochę bagaży i żywe, związane sznurkiem kozy. Już wiemy, że nie wszystkie kozy przeżyją 24-godzinną podróż w męczarniach nieotwieranego luku bagażowego i to w afrykańskim słońcu. Wiemy to, ale nie możemy nic z tym zrobić. Musimy się z tym pogodzić.

Przez całą podróż myślimy co jakiś czas o biednych kozach, ale dopiero po kilkunastu godzinach podróży same dają o sobie znać, kiedy na każdym postoju czuć fetor padliny.

IMG_1726 copy

Droga mija spokojnie, przejście graniczne do Ghany jest bezproblemowe, ludzie zaczynają mówić po angielsku – „God bless you!!!”, i tu zaczyna się… Misje chrześcijańskie i muzułmańskie robią w Ghanie wiele dobrego – stawiają szkoły, aktywizują lokalne społeczności, budują mosty między tą czarną afryką a nowoczesnym światem.

Poza misjonarzami są tam inne kościoły, które mają przede wszystkim… świetny marketing: billboardy, banery, opakowania produktów spożywczych, większość minibusów jest oklejona hasłami religijnymi – „Jesus is my lord”, „I trust Jesus” ale też „Allahu Akbar”, „As-salamu alaykum”. Można powiedzieć, że Islam i Chrześcijaństwo konkurują ze sobą w Ghanie, w ekumeniczny sposób.

Najbarwniejsze są jednak filmy: widok kobiety rzucającej zaklęcia w kierunku księdza, który wyjmuje krzyż i zaczyna głośno się modlić, a wtedy robi się wokół niego szklana kopuła odbijająca czary do kobiety, którą te czary ostatecznie wysadzają w powietrze. Wow!

motor

Nad ranem w Kumasi przesiadamy się do minibusa. Wraz z nami, pod tylne siedzenie trafiają dwie żywe kozy, które skomlą i wyją jak ludzie.

Ile jeszcze czasu minie, zanim Afryka zrozumie, że zwierzęta też mają układ oddechowy, nerwowy, i że czują tak samo jak ludzie?

 Jedziemy.

Atmosfera gęstnieje, jeden człowiek z przodu autobusu zaczyna krzyczeć w naszym kierunku łamanym angielskim: Ameryka … World Trade Center …Al-Kaida … zabójcy … zadzwonię do żony i zrobi Ka-Boom. Robi się nieprzyjemnie. Tak na wita Afryka w drugi dzień podróży?

Szukam SPOTa (lokalizator satelitarny) by w razie potrzeby móc wezwać pomoc. Człowiek bardziej podnosi głosi i… wybucha! Cały autobus wybucha śmiechem, bo w telewizorze ksiądz zabił wiedźmę w nadzwyczajny sposób. Jak w Power Rangers.

 Jutro trafimy na komisariat policji.

Do posłuchania przebój ganijskich plaż – Alkayida Song:

  • Jadźka

    Cudowne foty, wspaniałe i odważne przeżycia! Brawo Mat!