Takie widoki tylko na La Pleasure Beach

Ministerstwo Turystyki, komisariat i rastafarianie – relacja z Ghany, dzień 3

Zawieź nas do najtańszego miejsca przy najpiękniejszej plaży w Akrze – mówimy do napotkanego taksówkarza.

Ghana była dla mnie krajem, do którego prawie wcale się nie przygotowywałem. Wiedziałem jedynie, że chcę jechać na południe by zobaczyć trumny oraz na północ – by dostać się do obozu dla wiedźm.
Samo pakowanie do Afryki zajęło mi mniej niż dwadzieścia minut. Pomyślałem, że w końcu ja, ten który był już parę razy w Azji, w Ameryce Południowej, Arktyce, ten, który zmagał się z wysokimi górami i pływał w jeziorze piranii nie musi wkładać do plecaka więcej niż kilka koszulek i opakowań stoperanu. Myliłem się.
Na szczęście Lucek był bardziej ogarnięty. Podczas mojej podróży do Kirgistanu poznał Kasię – kopalnię wiedzy o Ghanie. Kasia powiedziała, że jeżeli chcemy doświadczać Afryki taką jaką jest, musimy z nią popłynąć. Nie możemy z nią walczyć, sprzeciwiać się jej, tłumaczyć na europejski sposób, lecz popłynąć.

Zawitaliśmy do Fair Garden Hotel. Mamy 10 minut spacerem do najsłynniejszej ghańskiej plaży – La Pleasure Beach. Jest dobrze.

Africa Cola

Gdzie są trumny?
Szczęśliwie się złożyło, że drzwi obok hotelu to drzwi do kawiarenki internetowej.
7 komputerów, w tym 3 działające. Uruchomienie przeglądarki internetowej zajmuje dobre kilka minut, ale co tam – nie śpieszy się nam – jesteśmy w Afryce.
Prędkość internetu przypomina mi czasy, kiedy to w podstawówce jeździło się tramwajem do miasta, do kawiarenki internetowej. Czasy, kiedy w polskim internecie królował onet i nie było jeszcze google.

Szukamy informacji o trumnach, o tym, którędy najciekawiej pojechać na północ, o tym co można zrobić w Akrze i na co szkoda tracić czasu. Dowiadujemy się, że w mieście jest informacja turystyczna – w Ministerstwie Turystyki. Jedziemy z wizytą do ministra.

Trochę zagubieni błąkamy się ulicami rządowej dzielicy. Można tam znaleźć Ministerstwo Kontaktów z Wodzami Plemiennymi i Kultywowania Tradycji, Ministerstwo Płci, Dzieci i Ochrony Socjalnej, Ministerstwo Rozwoju Rybołówstwa i Akwakultury.

Ministerstwo

– Dzień Dobry. Gdzie jest Ministerstwo Turystyki? – pytamy napotkaną policjantkę
– Zaczekajcie tutaj – odpowiada.
Po chwili przychodzi do nas ubrany po cywilnemu policjant i każe nam iść za sobą. Idziemy na komisariat.
– Pokazać paszporty!
Policjant sprawdza wizy oraz wertuje stronę po stronie każdego paszportu.
– Kiedy przyjechaliście do Ghany? Skąd jesteście? – zaczyna się seria pytań – Jaki macie cel? Gdzie śpicie? Jak wrócicie do kraju?

W czasie odpowiedzi na wszystkie pytania, zza krat wyłaniają się głowy osadzonych, którzy się nam przyglądają i podsłuchują rozmowę.

– OK, wygląda, że wszystko jest w porządku – mówi policjant – Zabiorę was do Ministerstwa. Dzisiaj może być już nieczynne, ale pojedziemy tak, żebyście dokładnie zapamiętali drogę.
Jedziemy ulicami Akry, policjant opowiada nam o Ghanie, pokazuje budynki rządowe. Fajnie – mamy darmową wycieczkę!

– Czym się zajmujesz? – pytam
– Jestem śledczym. Zajmuje się przestępstwami, w szczególności przestępstwami narkotykowymi
– Czy Ghana jest bezpieczna?
– Byłem w różnych krajach i Ghana jest bezpieczna jak każde inne państwo. Trzeba uważać by nie trafić na złych ludzi w złym czasie – kwituje
– Zapiszcie sobie mój numer
Wyciągam zeszyt z notatkami i notuję: “Policeman Investigator +223 … “
– W razie jakichkolwiek problemów – dzwońcie do mnie

Ministerstwo zgodnie z zapowiedziami było zamknięte. Policjant podwiózł nas do bankomatu i odstawił tam gdzie się spotkaliśmy, byśmy spokojnie wrócili do hotelu. Idziemy jednak na plażę. Tą najsłynniejszą ghańską plażę.

La Pleasure Beach

Rekord taniego jedzenia
Po drodze kupujemy obiad za… 0.5 GHC za dwie osoby, czyli po ok. 33 grosze za obiad. Takie ceny utrzymują mnie w przekonaniu, żeby wysyłać polskich emerytów na starość w ciepłe miejsca, np. do Azji. Będzie im cieplej, weselej, na wiele więcej będą mogli sobie pozwolić.

La Pleasure Beach – to plaża płatna. Oznacza to, że są na niej osoby, które na to stać. Idąc dalej tym tropem – jest tu największe skupisko białych, a co za tym idzie – najwięcej usług i naciągaczy.

One Love
– Hej bracia! Jestem lokalnym artystą, chcecie zobaczyć moje dzieła?
– Nie, dzięki stary! Nie potrzebujemy obrazów, naszyjników, bransoletek, breloków – w zależności od sytuacji – niepotrzebne skreślić.
– Jest nas kilka osób, mamy z tyłu swój warsztat. Jak chcecie to wpadnijcie i pooglądajcie

Piąty rastafarianin nas skusił 😉 i tak wylądowaliśmy w ich warsztacie. Długo rozmawialiśmy w rozluźnionej atmosferze.
Przyjechaliśmy tu głównie zobaczyć trumny – mówimy.
Wszyscy podekscytowali się tym, że interesuje nas ich kultura. Szybko zaczął tworzyć się plan na jutrzejszy dzień.

– Idziemy! – powiedział Rafty
– Gdzie idziemy? – pytamy z Luckiem
– Idziemy do zakładu pogrzebowego! – dorzucił Roland
– Hurra! – Krzyknąłem w głębi duszy.

Rafty, Rotty i Roland znają lokalnego rzemieślnika – Erica, który tworzy trumny. “Tworzy” to bardzo dobre określnie, ponieważ ghańskie trumny mogę określić mianem “dzieła sztuki”. Piękne, kolorowe, imponujących rozmiarów i kształtów.

Poznajemy Erica, oglądamy trumny. Jest jednak ciemno, więc ustalamy, że rano przyjedziemy robić zdjęcia i wywiad.

Jeszcze tylko dwie kolejki piwa w barze u Vidush i wracamy nocą przez slumsy do naszego hotelu.

Jutro cały dzień spędzamy w zakładach pogrzebowych.